Ukryty w ciszy głośniejszej od bomb Pośród ciemności w jasnym świetle dnia Zamknięty w skorupie, z której bałem się wyjść Codziennie Tracąc wzrok pogrążałem się w mroku Metanoia! Metanoia! Metanoia! Bardzo realny ból wysysał całą nadzieję Serce wypełnione stertami śmieci i gnoju To było Było moje miejsce do którego wracałem Było miejscem kaźni, na którą się skazywałem