Wola Nerona. (Pandemonium) Lyrics


W oczach legata upada wiecznego miasta majestat

Kości czernieją cuchnące, wylazłe ze skóry spalonej

Murów wiekowe potęgi giną w okowach szaleństwa

Wyją straszliwie upiory, w ognia powodzi zrodzone.

Niczym dla bogów ofiara, której już kapłan nie składa,

Milczą niebiosa sczerniałe, bezkrwawy ołtarz z kamienia,

Kłębią się w polach Tartaru dusz odrzuconych pokłady,

Ogniem wypala bóg-człowiek każde żyjące istnienie.

Toczy zgnilizna zaprawę, gnije podstawa imperium,

Robactwem zajęty fundament, cuchnie muru powała

Cesarz obłędem dotknięty boskie uwieczni misterium

Płomień unosząc i śmiercią ludność otaczając całą.

Patrzcie na dzieło Nerona, czarny bóg Tanat zaśpiewa

Którego możni przodkowie jad przez dekady sączyli

Wiedzie on dumny lud Rzymu na infernalia gniewu

I płonąć będą na wieki dawni królowie przegnili

Patrzy już legat wpół martwy, na gorejące królestwo

Kończy się oto świat dawny, kończy się ład ten odwieczny

Już nie pytając swych bogów o wolę taką niebieską

Witając śmierć go wiodącą w czarny sąd ostateczny