Zahaczyłem porożem O krawędź wszechświata Stąpając ostrożnie Po zielonych niwach Korona zbyt bujna By zmieścić się W na nowo otwartych Jesieni drzwiach Szukając początku I końca siebie Przygnieciony ciężarem Czystej świadomości W wyścigu Ze świętą wolą krwi Zwycięstwa Nikt nie rości Na cztery strony Rozrywa nas wszystkich Na przekór rozpaczy W bagnie stagnacji Łucznik nie czuwa Już przy wodopoju A ci co wierzgali Nie mieli racji W Szeolu pragnień Otchłani cierpienia W gehennie celu Hadesie istnienia