Kres, w końcu nadszedł w padole łez Widzę go, wyciągam do niego dłoń Rdzeń, kościec osobowości Rozpadł się, nie mogę tak żyć Miłość, którą pieliłem w sobie od lat Zwiędła już, rozpłatała ją twa podłość Egoizm, zmieniasz w sznur i wieszasz na nim Przeświadczenie, że dobroć w nas ciągle tkwi Siostro, bracie, nacjo obłudy Już nie wierzę, że odwrócisz własny los Zrujnowane idee Zdeptany sentyment Obrzydliwość, którą czuję we własnej krwi Więc zostaw mnie, daj przemienić się Chcę być sam, nie potrzebuję już was Odejdźcie gdyż, nie będę załgany jak wy Jak wy, jak wy, jak wy, jak wy, jak wy Chcę być sam, chcę być sam, chcę być sam Nie potrzebuję już was Dawniej wierzyłem w to co i ty, lecz to już ino zwid Nie ma nas, brak też szans, powstał z ruin nowy ład Uwielbienie zlane we krwi, zniknij już po kres dni Koniec szans, nowy ład, w którym brak już wszelkich łask Nadszedł kres, przestałeś być bliźnim mym.