Zlanych barw widmo i bezkształtny dźwięk Przybył by omamić niemej ciszy cień Przebrzydłe spojrzenia innych ludzkich braci Z twarzy spływa krew Mienią oczy się Zew Okrutny zew I czerwień toczy przede mną świat We własnym krzyku odnajdę ten raj Raj Plugawy raj Z wiszących ciał znów wyłania się We własnym krzyku odnajdę swój raj Gdybyś tylko zabić mógł, chwyciłbyś za broń A ohydna moja krew budziła ląd Zgruchocz czaszkę moją i żebra połam też A ohydna moja krew niech budzi ląd Idąc dalej w gęstwin pełne myśli Załamał się czas, ja i kilka ran Ran Tych kilka ran Zadawanych przez podobnych mi Nikt ci nie odda minionych dni Ran Pozostawionych Przez zysku chęć Tych kilku w pień Pośród chwil zatracasz się Światło dnia przemija Krew znów przesiąka przez nas Zatracasz się pośród chwil Krew znów przesiąka przez nas Gdybyś tylko zabić mógł, chwyciłbyś za broń A ohydna moja krew budziła ląd Zgruchocz czaszkę moją i żebra połam też A ohydna moja krew niech budzi ląd