Niegdyś w gęstwinach dawnych kniej, trwał zapomniany bór Czas w nim niezmiennie w miejscu trwał, nikt nie śmiał w niego gnać Stwory nieznane żyły w nim, co ślepiami łamią mrok Nikt nie pamięta, ten kto jest żyw, jak dotrzeć bezpiecznie doń Jawne drogi zmiótł wiatr trwogi Zbyt realna rzeczywistość ściąga mnie na samo dno Nie ma prawdy, nie ma fikcji, tylko koniec z obu stron Nie ma życia, nie ma śmierci, wokół jest realny ból Pozbawiony sensu w zgliszczach szukam śladów, lecz ich brak I nagle słyszę to, głos w mych myślach Przemawia dźwiękiem co, grzmi jak bezmiar Kruszonych kości ryk, zlepia w słowa: “Czy tego właśnie chcesz? To utopia” Marnieję Zbyt realna rzeczywistość ściąga mnie na samo dno Nie ma prawdy, nie ma fikcji, tylko koniec z obu stron Nie ma życia, nie ma śmierci, wokół jest realny ból Pozbawiony sensu w zgliszczach szukam śladów, lecz ich brak