Bez tchnienia Nadzieja, że zima nie odbierze wspomnienia Jutra Nie dana nam wiara, godności ni cienia Zamarza ostatnia komórka w trzewiach Zima sroga pochłonęła sen istnienia Nie chcę już dłużej walczyć o żywot Biała pani już zbiera swe żniwo W dolinie marności, u sklepienia wieczności Ja czekam na znak