Monument Lyrics

by Kir

Każdego dnia, świdrujący wrzask

Murami doliny się toczy

Ze skraju otchłani monument wzywa

Najwyższy czas iść, żar lizać z betonu

Gdzie Uroboros śpi

Traktem królewskim wpław

Brukiem, w górę strumienia

Na szczycie Boga nie ma

Jedynie pies małpę gwałci

L’appel du vide!

Szczęśliwi ci, co za głosem idą

Może i mnie kiedyś zaprosi

Otchłań, ta kurwa złośliwa

Pustego miasta szum

Znów noc się w głowach drze

Z oddechem od dymu mętnym

Obity wstaje świt

Z absurdu w absurd

Cegła po cegle

Rośnie w oczach ten pomnik

Garb na pogiętych plecach

Ogniska już nie płoną

Świątynie zaorane

Im dalej w stronę światła

Tym większa wiara w monument

Każdego dnia łby strachem uciśnione

Plują kłębami gęstymi

Odłamki kręgosłupów łechtają żołądki

Wołają JEŚĆ gnijące skorupy

Wspomnienia kąpieli

We własnych ciepłych płynach

Nie niosą wstydu, a inspiracje