Eter Lyrics

by Kir

Nie my odlani ze spiżu

Nie nam iść w horyzont

Z licami blaskiem chwały rżniętymi

Nie pisany nam los bohaterów

Bo i z gówna bicza nie ukręcisz

Z woli rośnie pleśń

Z przypadku nowy dzień

Piętrzą się zmarnowane szanse

Oddam każdy śmiech

Każdy wyrzut dopaminy

I miłostkę śmieszną

Za pustej ulicy zew

Za każdy głuchy krok

Zawisły w powietrzu

Parłbym przed siebie

Byle dalej

Byle przerwać pętlę

Co świt

Szczęka znika w ranie

Uśmiech tnie jak nóż

Oczy jak talary

Pewnie widzą więcej

Gdy nam z wież wołają

Pięć razy dziennie za siebie spojrzymy

Nigdy w przód!

Gdy na dzwonnicach alarm biją

Pokłony do samych siebie z wczoraj zbijemy

I po kręgach pójdziemy

Z woli rośnie pleśń

Z przypadku nowy dzień

Piętrzą się zmarnowane szanse

Jak szkło pod powiekami

Jak z gromów obdarte burze,

O krok od wybuchu

I o krok od niczego

Jak pet topiony w kałuży

W piwnic podłogi tłuste

Jak w Hiroshimy mury

Wgryzły się nasze cienie

Przyschły i bronią

Uwitych z bluźnierstw gniazd

W którą stronę wiszą krzyże?

Gdzie góra jest?

Gdzie dół?

Nie my odlani ze spiżu

Nie nam iść w horyzont

Nie nam, więc nie wam!

Z próżni odlać chęć

Nadać woli pęd

Zdeptać własne gardła

Samych siebie ukrócić