W letniej burzy I w deszczu jesieni W kwitnieniu polnym I w liściach powiędłych W wędrówkach nocnych I w myśli zamieci Ze wszystkim jedność I wszystko jednością Dni nieustające I zmienność księżyca Czerwcowe susze I lata bez żniw Odmienia mnie dzień I pory roku Odmieniam ja sam Świata kształt i brzemię Ci co sztylet wrażą By ostrzem tym samym Upuścić krwi swojej I zrosić nią ziemię Ci co z uśmiechem W akcie stworzenia Łykają pył z odartych kamienic I ci nad mostem wisielczym Co poją swe dusze ostygłe A ziemia puchnie solą nasiąkła Rodząc owoce bez kształtu i smaku Odmienia mnie dzień I pory roku Odmieniam ja sam Świata kształt i brzemię Ci co sztylet wrażą By ostrzem tym samym Upuścić krwi swojej I zrosić nią ziemię Ci co z uśmiechem W akcie stworzenia Łykają pył z odartych kamienic I ci nad mostem wisielczym Co poją swe dusze ostygłe A ziemia puchnie solą nasiąkła Rodząc owoce bez kształtu i smaku Wiecznie szukając odłamków swej duszy Wiecznie zbłąkani i w ciągłym złudzeniu Wieczni jak czas, który nie minie Wołając w pustkę echem zwodzeni