Z piwnic pod lasem Chłodem nad stawem Dźwiękiem szaleństwa Z mazurskim wiatrem Przybyłem Przez ciemność nocy majowej Nad Wenecję północy W skwarze czerwca W szaleństwie i trzeźwości Zawiązać przyszłość chciałem Demony przeszłości Niepewność wskrzesiły Rozdarły w stroskaniu Rozszarpały Aż w trawie i błocie Duchotę niespełnienia osiągnąłem Mordując syna przed poczęciem Ratować go prawdą chciałem Prawda i skrucha Piękno twego oblicza W nicość zamieniła Bo krzyczałem Bo walczyłem Bo przegrałem Ale z gruzów już dom nie powstanie Gdy sprzedałem swą godność jak wódkę Nie uczynię na odległość Uśmiechu na Twej twarzy I spadło z przestrzeni Z nas Już nie płynie Nie wzrasta Nie łagodzi Nie roztapia Nadziei na dojrzałość nie niesie Nie złączy się z nami Nie złączy nas