Rozdzierający krzyk z tysiąca gardeł Szarża ze wschodnich rubieży Połamane gałęzie pod obcasami Szczęk przeładowania automatów Spiętrzone góry zwłok, gdzie okiem sięgnąć Roje much, brunatne plamy krwi Duchy niewinnych ofiar Ich tlące się wspomnienia Kołaczą się w ich głowach Umarli przemówili Jebany megaloman myśli ze jest bogiem Lecz dla pokoleń będzie skurwysynem Duchy przeszłości, zadry sprzed stuleci Ich hart ducha nie tli się lecz płonie Wybucha żarem, żywym ogniem Unosi się w przestworza Oczy niegdyś pełne życia Rozrywający trzewia ból Papieros w ustach, ostatnie życzenie Na ziemię padł z okrzykiem chwały Woda niezmącona, płuca napełnione Liść na wietrze Uśmiech dziecka Tego już nie ma…