Najświętsza matka, żre odchody Święta dziwka, albowiem Jahwe zbezcześcił twe łono Aby dać początek temu który rozniesie plagę Pożeracze idiokracji, święte kurwy Pochylcie się przed brudną herezją Ten kielich trucizny, który odurzy tysiące Zakopane głowy w zatęchłym torfowisku Rozwleczeni na kamieniach, pęknięte czaszki Kamieniowani z nienawiścią, ród Abrahama Pokłaniajacy się groteskowej ikonie Kurwa, święta kurwa Kurwa z trzciną w sromie Święta dziwka, cudzołożnica Nie na ołtarze, lecz na kamień zasługuje Nie na ołtarzu, pan brał ją raz za razem Urojone wizje i bluźniercze fantazje Galopuje na boskiej pale, śmierdząca krew Splamione, zhańbione, wrota mesjasza To jest twoja wiara To wąż a nie mesjasz wypezł spomiędzy twych nóg To nie wąż a boski bękart, rozdepcz mu głowę Ocal świat przed tą herezją, przeklęta istoto Odrzuć to dziecko i złam mu kręgosłup To nie mesjasz a zwykły robak, twardą piętą zmiażdż mu żebra A my zabierzemy to ciało i spalimy na popiół A ten brudny, nieświęty proch wypuścimy na pustynne wiatry Spętać im ręce i nogi Wywlec poza mury miasta Unicestwić ten płód i boską kurwę Ukamienować, rozbić, zmielić na krwawą miazgę Głuche uderzenia kamieni Skóry pokrywają się sińcami i ranami Dziwka ma zapuchnięte oczy pod sklejonymi krwią włosami Pierwsze uderzenie kijem w twarz, poleciały zęby i kawałek wargi Roztrzaskane spuchnięte kostki, stopy wygięte pod nienaturalnym kątem Wygięte kolana, połamane stawy Twarz zapadnięta do środka czaszki, zęby podeszły pod czoło A jej dziecko rozszarpane na krwawe strzępy Niech ich zwłoki nasycą sępy